sobota, 13 maja 2017

"Belfer"

Piękny maj w tym roku nie jest tak piękny jak zazwyczaj. Co się dzieje? Gdzie jest wiosna? U mnie na Podlasiu na szczęście śniegu nie ma, przyznam jednak, że wiatr mógłby być  mniej mroźny, a słońce częściej wychodzić zza chmur. Choć uwielbiam deszcz, czasami mi zwyczajnie zimno :p
Jestem aktualnie w trwającym jeszcze Tygodniu Bibliotek, mam nadzieję, że odwiedziliście swoje lokalne biblioteki, a  Panie bibliotekarki przygotowały dla Was całą masę atrakcji z okazji naszego bibliotekarskiego święta. Ja tradycyjnie skupiłam się na tej części dziecięcych czytelników, którzy zawsze chętnie biorą udział w przygotowanych imprezkach bibliotecznych.
Co z tego wyszło? A no np. takie oto mini książeczki :)





Ale dosyć tej mojej prywatnej strony(trudno jej jednak nie mieszać na blogu książkowym, pracując w bibliotece).
Dziś dla odmiany będzie o serialu, który miałam okazję obejrzeć mając odrobinę wolnego czasu i brak motywacji do większej działalności niż gapienie się w monitor.
Mowa tu o zeszłorocznym odkryciu czyli „Belfrze”.





Opis

Lokalną społecznością Dobrowic wstrząsa śmierć młodej dziewczyny. Tymczasem w mieście zjawia się nieznajomy mężczyzna, Paweł Zawadzki. To nauczyciel z renomowanej warszawskiej szkoły, który podejmuje pracę na prowincji. Paweł rozpoczyna własne śledztwo. Kiedy chodzi o zbrodnię, nie ma miejsca na półprawdy. Nikt jednak nie chce rozmawiać z przybyszem, mimo że wszyscy mieszkańcy miasta się znają i wiedzą o sobie wszystko. Paweł zostaje sam.*





Moje kilka słów

Do serialu przybierałam się już od grudnia. Miałam wszystko przygotowane, wystarczyło kliknąć play. Co więcej, dobiegające mnie z każdej strony pozytywne recenzje sprawiły, że mój apetyt na serial rósł.
Jestem wielką fanką Macieja Stuhra i oglądałam z nim prawie wszystko, co było dostępne dla moich młodych oczu(swego czasu). Zakochana w nim jestem od dzieciaka, w jego krakowskim akcencie i grze aktorskiej. Nie mogłam pominąć serialu, w którym gra polonistę!
Dlaczego tak późno? Oczywiście z powodu braku czasu.
Powiem Wam jednak, że gdy w czasie weekendu majowego dostałam od losu tę chwilę wytchnienia pochłonęłam serial w 2 dni!

Serial składa się z 10 odcinków. Są one skonstruowane w ten sposób, że kończąc oglądanie jednego, od razu chcesz wiedzieć co będzie w kolejnym. Dlatego właśnie lubię oglądać seriale, gdy wszystkie odcinki są już dostępne. To ja wówczas decyduje czy obejrzę jeden, dwa czy pięć J

Zaczynając od początku, Belfer jest polskim serialem autorskim. To zdarza się tak rzadko, że wręcz nie może ujść uwadze serialomaniaków. Druga sprawa: za scenariusz odpowiadają Jakub Żulczyk i Monika Powalisz. O ile drugie imię i nazwisko może nie wszystkim coś mówić( już tłumaczę, że Pani jest dramatopisarką i ma na koncie kilka prac), o tyle Pana Żulczyka chyba nikomu nie muszę przedstawiać. No i widać tu jego mocną rękę w tej historii, ten współczesny świat widziany jego okiem.

Co do samej historii, może pomysł z zamordowaną nastolatką nie jest oryginalny, jednak to wszystko co się dzieje wokół sprawy, wątki które porusza serial i ostateczne rozwiązanie są naprawdę dobre!
Serial w dużej mierze skupia się na uczniach liceum(wszakże to ich koleżanka została zamordowana). Porusza ważne współczesne problemy nastolatków. Dobitnie prezentuje jakie skutki może mieć pomówienie, plotki, znęcanie się czy inne tego typu zdarzenia.

Obsada! Uczta jakaś dla mnie, bo oprócz wspomnianego już Macieja Stuhra mamy też Piotra Głowackiego czy Sebastiana Fabijańskiego.
Znakomitą kreację stworzył Grzegorz Damięcki jako jeden z czarnych charakterów tej historii. Przyznam, że każdy wybrany aktor, idealnie pasuje do odtwarzanej przez niego roli.
Trzeba tu wspomnieć o młodym pokoleniu, które w filmie odgrywa jedną z najważniejszych ról. Bo to wokół nich kręci się historia. Nie zawiedli. Kilka bardziej znanych nazwisk, inni mniej znani ale równie zdolni i pasujący do ról.

Chciałbym jeszcze wspomnieć o czołówce i muzyce. O ile czasami chce się ją przewinąć to tutaj miała niesamowity urok. Dosyć mroczna, tajemnicza, oddająca klimat tego co nas czeka.




To  tyle z mojego przekazu, chyba nie muszę pisać, że serial wywarł na mnie ogromne wrażenie i nie mogę się doczekać kolejnego sezonu, który już powstaje :)

Oglądaliście? Macie w planach? Czy to zupełnie nie wasze klimaty? 


piątek, 5 maja 2017

"Zdumiewający powrót Nory Wells" - Virginia Macgregor



Witajcie! Ostatnio mam troszkę czasu, więc wzięłam się za czytanie i za oglądanie niektórych zaległości filmowo/serialowych. Jakoś tak w to wsiąkłam i zatopiłam się na tyle, że nie mam czasu napisać jakiejś porządnej recenzji.
Dziś będzie o książce, którą na pewno większość z Was po części oceni po okładce
J Dlaczego? Bo okładka należy do tych piękniejszych i bardziej wyjątkowych.
Książką zainteresowała mnie Ellie Moore jakiś czas temu. Czytając jej recenzję, będąc po części oczarowana tą wyjątkową okładką postanowiłam, że muszę tę książkę poznać!
Udało mi się ją zakupić do biblioteki, tym samym sposobem stałam się jej pierwszą czytelniczką.
O czym jest jest Zdumiewający powrót Nory Wells?

Opis

Pewnego ranka Nora wyszła ze swojego domu przy Willoughby Street i zniknęła. Sześć lat później wraca do rodziny, którą porzuciła, i dowiaduje się, że jej miejsce zajęła jej najlepsza przyjaciółka. Fay pomogła rodzinie Nory przetrwać po jej odejściu, dzieli łoże z jej mężem, a najmłodsza córka Nory nazywa Fay mamusią. Gdzie przez te lata podziewała się Nora? Dlaczego odeszła od męża, a teraz postanowiła wrócić? Sytuację komplikuje jeszcze pojawienie się wraz z nią nowych postaci dramatu.
To przejmująca, pełna różnorodnych emocji przenikliwa powieść o tym, czym jest rodzinna więź i co jesteśmy gotowi poświęcić dla tych, których kochamy. I o tym, że miłość niejedno ma imię.




Moje reflekcje

Na początku muszę wspomnieć Wam o jednym istotnym fakcie(zdradzając odrobinę fabuły). Nie będzie to jakiś wielki spoiler, gdyż już na pierwszej stronie powieści mamy list Nory, który wyjaśnia pewną sytuację.
Cóż takiego? Otóż powiem Wam, że albo ja nie umiem czytać ze zrozumieniem albo wydawca swoim opisem wprowadził mnie w błąd. Nie wiem sama na jakiej podstawie wywnioskowałam, że owe zniknięcie głównej bohaterki spowodowane było jakimś porwaniem czy równie drastycznym zdarzeniem. Jakże wielce się myliłam! Już na wstępie okazuje się, że Nora z własnej, nie przymuszonej woli opuściła swoją rodzinę i odeszła. Tu pojawił się mój pierwszy zgrzyt z książką. No ale dobrze, nie powinnam chyba się nastawiać zawczasu. Po pierwszym szoku fabularnym jaki przeżyłam zaczęłam zagłębiać się w treść.
Historię poznajemy od momentu, w którym Nora postanawia wrócić do domu. Dokładnie 6 lat po swoim odejściu. I tutaj zaczynają się dziać rzeczy natury czysto etycznej: jak mogła odejść, jak mogła wrócić tak po prostu?
Życie jej rodziny po wielu latach zaczęło wracać do normy, przyjaciółka Nory zastąpiła ją w roli matki i ukochanej. Na początku myślałam, że będę współczuć bohaterce, nie stało się tak jednak. Motywy odejścia, były tak dziecinne i egoistyczne, że nawet moje młode i jeszcze niematczyne „ja” nie było w stanie tego ogarnąć. Nora wciąż próbuje wytłumaczyć co się wydarzyło, jednak  jej wytłumaczenia zupełnie do mnie nie przemówiły. Główna bohaterka niewątpliwie wzbudza spore emocje w czytelniku(wydaje mi się, że jeżeli książkę czyta kobieta będąca matką tym bardziej nie polubi Nory).
Przyznam jednak, że fabuła utrzymana była w odpowiednim stopniu napięcia, co zachęcało mnie do szybkiego czytania i przekonania się jak rodzina wybrnie z tej trudnej sytuacji.

Książka podzielona jest na króciutkie rozdziały, w których to możemy poznawać historię z perspektywy poszczególnych bohaterów: Nory, jej męża, przyjaciółki oraz dwóch córek. Osobiście uwielbiam takie zabiegi. Tu autorka nie zrezygnowała z narracji trzecioosobowej. Będzie to niewątpliwym plusem dla osób, które nie przepadają za narracją pierwszoosobową( akurat ja ją kocham ;). Spojrzenie na sprawę z perspektywy każdego członka rodziny jest bardzo dobrym zabiegiem, czytelnik wnika w rodzinę, ma szansę poznać uczucia bohaterów, współczuć im i lepiej zrozumieć niektóre zachowania.

Miło spędziłam czas z lekturą, zadałam sobie kilka ważnych pytań. Zdecydowanie książka skłania do refleksji i zmusza do zatrzymania się na chwilę i zastanowieniu się nad pewnymi kwestiami .


Ps. Przepraszam za tak okropne zdjęcia ale nie mam absolutnie inspiracji do tej sztuki 😩

wtorek, 25 kwietnia 2017

Olive Green - Kurs językowy z filmem interaktywnym SuperMemo




Czy tylko dla mnie czas leci tak potwornie szybko? Wydaje mi się, że niedawno obchodziliśmy Nowy Rok, a tu za chwilę, owszem będziemy świętować pierwszy dzień miesiąca ale maja!
Uwierzyć nie mogę. Z związku z tym, jakiś czas temu naszło mnie na wspomnienie moich noworocznych postanowień. Mam od wielu lat na tej liście taki wyrzut sumienia, który nosi nazwę: poprawię swój angielski. Podobne cele sobie wyznaczyliście na ten rok? Różnie to z tymi językami obcymi jest. Dopóki człowiek chodzi do szkoły, prawie codziennie ma do czynienia z językiem, później są studia, tam raczej utrwalamy już tylko to, czego nauczyliśmy się wcześniej, a gdy przychodzi okres pracy, kończy się styczność zaczynają się problemy w przypomnieniu sobie najprostszych słów.
Jestem osobą strasznie zabieganą, ogólnie o słomianym zapale, obecnie straszliwie zajętą i zapracowaną. Jak w takim biegu znaleźć chwilę dla siebie i dla swojego umysłu? Jest ciężko…
Co jednak mnie skłoniło do walki? Ostatnio staram się o zmianę pracy i we wszystkich prawie ofertach wymagany jest język obcy – angielski na wyższym poziomie niż obecnie posiadam.
Myślałam o różnych sposobach: oglądaniu seriali w oryginale (nie da rady nie rozumiem i za szybko), czytanie w oryginale(jest lepiej, jednak trzeba mieć słownik pod ręką), wyznaczanie sobie wybranych słów do codziennej nauki(bez przypominania to wszystko wyparowuje).😓

Z pomocą i ciekawą propozycją wyszła mi firma SuperMemo ze swoim produktem Olive Green




Czym jest projekt Olive Green?

To przełomowe połączenie interaktywnego filmu, gry komputerowej i aplikacji służącej do nauki języka angielskiego. Projekt, rozwijany przez wydawnictwo SuperMemo World, jednego z najbardziej utytułowanych producentów multimedialnych rozwiązań edukacyjnych, w tym kursów online, otwiera nowy rozdział w dziedzinie edutainment, czyli nurtu zakładającego naukę przez zabawę.
Fundamentem produktu jest film fabularny – mroczny kryminał opowiadający historię potwornie spapranej kradzieży. Jednak fabuła filmu wymyka się gatunkowym klasyfikacjom – obok scen akcji w starym dobrym stylu mamy tu rodzinne sekrety, wielowymiarowe postaci i historię miłosną.


Po drugie, Olive Green to gra komputerowa. Olive Green jest filmem interaktywnym, co oznacza, że widz jest jednocześnie graczem, który może wpływać na przebieg akcji filmu. Wciela się on w liczne i zróżnicowane postaci – od nastolatka we władzy hormonów po bezwzględnego gangstera – wykonując cały szereg zadań. Może to być coś równie banalnego jak „rozwalanie” przeciwników, ale może to być również podjęcie trudnych moralnie decyzji. Oczywiście, od wyniku gry zależeć będzie bardzo wiele – np. to, czy dana postać nie trafi na tamten świat.

Ale przede wszystkim – z Olive Green można szybko i łatwo nauczyć się angielskiego! Olive Green jest kompleksowym kursem języka angielskiego, opartym na filmie fabularnym. To nauka angielskiego od poziomu podstawowego do zaawansowanego bez jednego ziewnięcia. Jak to możliwe? Najprostszym sposobem, żeby się przekonać, będzie zagranie w grę. Zapewniamy jednak, że po Olive Green nauka angielskiego nigdy już nie będzie tym samym!

Jakie mnie naszły refleksje po zapoznaniu się z Olive Green?

Przyznam, że z wielkim zapałem zabrałam się do podszkolenia swojego języka. Firma SuperMemo swoją ofertą wyróżniła się pozytywnie, kierując do swoich klientów tak ciekawie skonstruowaną formę kursu językowego.
Na początku miałam pewne obawy, co do tego czy poradzę sobie z poziomem. Przez moją bierność językową, sama nie jestem w stanie ocenić na jakim poziomie znajduję się obecnie. Na szczęście startujemy od poziomu A1 i po kilku etapach przenosimy się o poziom wyżej, aż dojdziemy do poziomu C1. I wiecie co? Nie było tak strasznie 🙂



W zestawie otrzymujemy płytę z pełnym filmem interaktywnym, nagraniami Mp3 oraz programem do nauki języka. Dla mnie, jako mola książkowego chyba żadna nauka nie zakończyłaby się pozytywnie, jeżeli nie miałabym dostępu do wersji papierowej. Na szczęście w komplecie dostajemy 3 książki z poziomami: podstawowymi, średnim oraz zaawansowanym. Ciekawym bonusem jest kod dostępu, który umożliwia korzystanie z kursu online na stronie oraz na urządzeniach mobilnych.

Oczywiście każdy może sobie wybrać preferowaną formę nauki. Ja postawiłam na oglądanie scenek z napisami angielskimi(gdyż rozumienie ze słuchu nie idzie mi, aż tak dobrze), oraz ponowne zapoznawanie się ze sceną umieszczoną w książce. Umożliwiło mi to przypomnienie sobie pewnych wyrazów, poznanie nowych, osłuchanie się z ich prawidłową wymową. Niezwykle pomocny jest słowniczek zawierający najtrudniejsze słowa z każdej sceny. Nie trzeba szukać i wertować stron, wszystko mamy, w konkretnym miejscu. Idealnie trafiło to w moje umiejętności. Autor dobrze „wycelował”, które słowa sprawiają największą trudność.

Co do samego filmu, z którym mamy do czynienia. Nie ma co ukrywać – nie jest to jakieś wybitne kino. Jest za to dobrze dostosowany do potrzeb człowieka nie znającego języka angielskiego zbyt dobrze. Dialogi są tak skonstruowane, aby nie sprawiały zbyt dużego problemu w zrozumieniu. Aktorzy  w większości mówią bardzo zrozumiale i przynajmniej na początku w wolniejszym tempie (nawet jeśli mamy do czynienia z francuskim bohaterem, jego akcent nie stanowi problemu). 




Pamiętajmy, że oprócz tego, co uda nam się zapamiętać podczas oglądania i czytania poszczególnych scenek kurs oferuje nam również dostęp do metody powtórek SuperMemo. Metoda ta, ma za zadanie pomóc nam utrwalić materiał, który opanowaliśmy. Bądźmy realistami, to że nauczyliśmy się czegoś nie oznacza, że będziemy to pamiętać do końca życia. Niestety ludzki mózg musi radzić sobie z ogromną ilością informacji, a te których nie utrwalamy, zwyczajnie są zapominane. Pomocne w nauce z kursem Olive Green jest możliwość mobilnego korzystania z kursu, gdzie z pomocą smartfona, w wybranym przez nas miejscu i czasie możemy utrwalać zdobyte wcześniej informacje. 



Czy było coś co w kursie mi się nie spodobało?
Tak. Mianowicie, mamy tu do czynienia z filmem interaktywnym. Przychodzą momenty, kiedy to my mamy podjąć decyzję dotyczącą postępowania głównych bohaterów. Wielka szkoda, że wybór jest ograniczony tylko do dwóch opcji, w tym z góry założone jest, iż musimy wybrać konkretną, inaczej naszego bohatera spotka coś złego. Nie zawsze tak jest, są pytania, w których twórca daje nam „wolną rękę”, jednak są to sceny nie zmieniające fabuły(przynajmniej według moich odczuć).

Kolejnym moim małym „ale” będzie fakt, iż zamiast kryminału, chętniej widziałabym jakąś obyczajówkę, w której to bohater stara się ułożyć sobie życie w wielkim mieście, znajdując pracę, miłość itd. Dlaczego? Jest to zwyczajnie bardziej praktyczne. Kryminał oczywiście jest ciekawszą alternatywą, jednak wydaje mi się, że umiejętność zakupu bułek w języku angielskim przyda nam się bardziej niż słownictwo dotyczące kradzieży :D




Chcielibyście pewnie wiedzieć, jak oceniam swoją wiedzę, po przetestowaniu kursu? 

Po pierwsze, czuję miłe uczucie możliwości uczenia się w przyjemny sposób. Odbiega to od zwykłego wkuwania słówek, uczymy się, aby zrozumieć akcję filmu.
Po drugie, przede mną jeszcze wiele pracy. Nie liczcie na to, że napiszę: Kurs Olive Green odmienił moje życie i teraz doskonale mówię po angielsku . Byłabym śmieszna wystawiając taką opinię. Co nie oznacza, że nie mogłabym napisać tego po kilku miesiącach wytężonej pracy z kursem. Obecnie czuję, że odświeżyłam wiele zapomnianych zwrotów, nauczyłam się kilkunastu stwierdzeń. Z nakładem własnej pracy i czasem, który poświęcę na naukę myślę, że mogę dojść do przyzwoitego poziomu wiedzy
;)
Po trzecie, naprawdę dobrze bawiłam się przy tej nauce. Zaangażowałam w to jeszcze młodszego brata- gimnazjalistę i muszę stwierdzić, że kurs sprawdził się zarówno u osoby uczącej się na bieżąco, jak i nie praktykującej języka
:)

Kurs Olive Green to ciekawe i nowoczesne rozwiązanie dla wszystkich osób, chcących poprawić swój angielski w prosty i przyjemny sposób.

Dziękuję firmie SuperMemo za możliwość skorzystania z ich produktu. 
https://www.supermemo.pl/


Ps. A wy macie jakiś sprawdzony sposób na naukę języka angielskiego? 🙂

środa, 5 kwietnia 2017

"Za zamkniętymi drzwiami" - B.A. Paris



 

Wypadałoby mi na wstępie usprawiedliwić moją długą nieobecność. Zrobię to jednak na końcu. Teraz chciałabym skupić się na książce. Wyczytałam już tyle pochlebnych recenzji na jej temat, że jak tylko znalazła się okazja zabrałam się za jej czytanie. Oczywiście poszło błyskawicznie. Nie oszukałyście mnie drogie blogerki, które to lekturę B.A. Paris mają już za sobą. Przypomnijmy dla tych, którzy jeszcze nie czytali o czym jest książka.

Opis

    Wszyscy znamy takie pary jak Jack i Grace: on jest przystojny i bogaty, ona czarująca i elegancka. Chciałoby się poznać Grace nieco lepiej, ale to niełatwe, bo Jack i Grace są nierozłączni. Niektórzy nazwaliby to prawdziwą miłością.
    Wyobraź sobie uroczystą kolację w ich idealnym domu, miłą konwersację, kolejne kieliszki dobrego wina. Oboje wydają się w swoim żywiole. Przyjaciele Grace chcieliby zrewanżować się lunchem w przyszłym tygodniu. Ona chętnie przyjęłaby zaproszenie, ale wie, że nigdy z nimi nie wyjdzie. Ktoś mógłby spytać, dlaczego Grace nigdy nie odbiera telefonów, nie wychodzi z domu, a nawet nie pracuje. I jak to możliwe, że gotując tak wymyślne potrawy, w ogóle nie tyje? I dlaczego w oknach sypialni są kraty? Doskonałe małżeństwo czy perfekcyjne kłamstwo?

Recenzja

   Czytelnicy mojego bloga, oraz osoby, których blogi odwiedzam wiedzą, że unikam kryminałów jak ognia. Ta książka została zakwalifikowana jako: thriller/sensacja/kryminał.
Zdecydowanie w moim odczuciu jest to thriller i zdecydowanie od teraz zaczynam czytać ten gatunek! Dlaczego? Adrenalina, napięcie, akcja i brak krwi, zbrodni – super!
   Jako „świeżak” w czytaniu tego rodzaju literackiego mogę być bardzo nieobiektywna, mogę zachwycać się nad czymś, co według kogoś innego „już było”, „to nic nowego”. Ale wiecie co? Wszystko jedno! W sumie to mój blog i mogę pisać co mi się podoba, tak samo wy nie musicie się zgadzać z moją opinią prawda? :)

   Wracając do książki, zachwycił i przeraził mnie pomysł autorki. Powieść trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Każdy bohater, każde posunięcie, decyzja były bardzo dopracowane. Wszystko trzymało się „kupy” i tworzyło ciekawą, spójną całość.
  Psychologicznie ta książka mnie zgniotła. Mój poziom współczucia i strach o główną bohaterkę przekroczył granicę między światem rzeczywistym, a fikcyjnym.
Co do czarnego charakteru miałam ochotę go rozszarpać(zdecydowanie zbyt emocjonalnie podchodzę do tematu). Wszystko tak psychopatycznie i misternie zaplanowane. Nasz Jack Angel z wyboru. Z prawdziwym aniołem mało miał wspólnego.
  Refleksja po przeczytaniu tej książki nachodzi mnie taka, żeby nigdy nie brać ślubu pochopnie (lol). Żartuję. Owszem to jedna z wielu, jednak podstawową refleksją jest fakt, że psychopaci naprawdę dobrze się kamuflują. Nie dziwię się więc czemu jestem aspołecznym introwertykiem ufającym małej garstce ludzi.😲
 
Polecam jeśli ktoś nie czytał, a jak ktoś czytał to podzielcie się w komentarzu jakimś słowem na temat swoich odczuć. Może ktoś poleci mi coś w tym klimacie?

Ps. Już na okładce jest wzmianka o ekranizacji, co bardzo mnie cieszy i nie będę ukrywać, że trzymam kciuki za powodzenie tego zamiaru!
Czasami lubię się pobawić w wybieranie obsady. 
Co powiecie na moje typy? 

Jack Angel/ Tom Hiddleston


Tom pokazał niejednokrotnie, że potrafi doskonale grac i gentlemanów w garniturach, czarne charaktery (np. Loki), a nawet wampira w depresji. Idealny kandydat do roli Jacka.

Grace Angel/ Emma Stone


W roli Grace chętnie zobaczyłabym tegoroczną laureatkę Oscara za rolę kobiecą Emmę Stone. Udowodniła już, że przepięknie wygląda w wieczorowyh kreacjach(co jej istotne u Grace). Jej zjawiskowe duże oczy idealnie odzwierciedliłyby przeżycia głównej bohaterki.

A wy?
Macie swoich kandydatów? 


Kilka słów ode mnie

Teraz czas na usprawiedliwianie nieobecności. Nie czuję się winna, gdyż przez cały ten czas intensywnie pracowałam z książką, promocją książki, z dzieciakami. Taki sezon przyszedł na intensywne zajęcia w bibliotece. W ramach tego umieszczam kilka zdjęć prac wykonanych przeze mnie i przez moich kochanych małych czytelników. :D

Ulubieniec wszystkich dzieci - Miś.

Nieco wiosny w zakładkach

Zbliża się Wielkanoc!

Drzwi w mojej bibliotece 💓



Moim głównym źródłem inspiracji jest blog Lubię Tworzyć . Polecam wszystkim pracującym z dziećmi, mającym dzieci lub też chcącym pobawić się w kreatywne tworzenie małych pięknych rzeczy.

Ps. Wkrótce ruszam na odwiedziny waszych blogów. Trzymajcie się ciepło :*