wtorek, 5 września 2017

Polecamy książki!

Kochani!

W wersjach roboczych zalegają niedokończone posty, nie wiem ile w owym „czyśćcu”  będzie dane im tkwić. Dziś piszę bardzo krótko i na temat do moich blogowych koleżanek i kolegów.
Z racji tego, że przyszedł ukochany czas dla bibliotek tj. czas dofinansowania z ministerstwa, możemy sobie pozwolić na zakupy i tu proszę Was o pomoc! Każdy kto tu zagląda ma indywidualny gust. Podzielcie się proszę książkami, które według Was powinny być  w każdej bibliotece. Nie będę ukrywała, że moi czytelnicy głównie wybierają kryminały, bądź powieści obyczajowe/romanse, których ja za bardzo nie czytam. Dlatego serdecznie proszę: zabawcie się w bibliotekarzy i polećcie w komentarzach co warto byłoby zakupić ;)
Oczywiście mam już jedną sporą listę od czytelników z ich potrzebami, jednak czymś zaskoczyć ich również muszę 💗

Pozdrawiam i liczę na Was! 


sobota, 19 sierpnia 2017

"Chłopiec na szczycie góry" - John Boyne



Któż z Nas nie zna historii pt. „Chłopiec w pasiastej piżamie”? Zapewne większość z Was kojarzy tę opowieść, czy to w postaci powieści czy też filmu. Jedno musicie przyznać: jest to totalny wyciskacz łez. Ja swego czasu oglądając film(i to jeszcze będąc na niemieckiej ziemi!) poczułam się mocno dotknięta tematem, poruszanym przez tę historię.
Nie miałam więc wątpliwości, że najnowszą powieść Johna’a Boyne pt. „Chłopiec na szczycie góry” muszę przeczytać.
Kim okazał się być ów chłopiec? co znajdowało się na danej górze i kim byli jej mieszkańcy? Jest to niezwykle ciekawa historia…


Opis


Gdy mały Pierrot zostaje sierotą, musi opuścić swój dom w Paryżu i rozpocząć nowe życie ze swoją ciotką Beatrix - służącą w zamożnej austriackiej rodzinie. Jest rok 1935, a II wojna światowa zbliża się wielkimi krokami. Miejsce, do którego trafia chłopiec nie jest zwykłym domem, bowiem jest to Berghof, rezydencja Adolfa Hitlera.
Pierrot szybko zostaje wzięty pod skrzydła Hitlera i wrzucony do coraz bardziej niebezpieczny nowy świat: świat terroru, tajemnic i zdrady, z którego nigdy nie będzie w stanie uciec…

Recenzja

Jestem pewna, że na niejednym z Was, czytelników książka „Chłopiec w pasiastej piżamie” zrobiła wielkie wrażenie. Ja osobiście byłam wciśnięta w fotel. Moje serce przeżyło emocjonalny wstrząs. Widząc, że autor pokusił się o kolejną powieść, wiedziałam, że musi ona znaleźć się na mojej liście do przeczytania. Tak szczęśliwie się zdarzyło, że nie musiałam długo czekać.
Nie mając jednak czasu na szybkie przeczytanie postanowiłam najpierw podsunąć ją mamie, która uwielbia wojenne klimaty. Czytała również „Chłopca w pasiastej piżamie”, więc mogła mieć porównanie. Po lekturze zapytałam o wrażenia i usłyszałam: „Dobra, ale nie tak dobra jak poprzednia”. Czy się zgadzam z mamą? Z pewnością tak. 


Mam pewnego rodzaju problem z tą książką, gdyż historie wojenne zazwyczaj wzbudzają we mnie olbrzymie emocje. Najlepszym na to przykładem jest poprzednia książka autora, która zdecydowanie zaliczać się będzie do moich ulubionych. I tu mamy kwestię zbyt wysoko podniesionej poprzeczki.
Ciężko było z całą pewnością autorowi zmierzyć się z fenomenem na skalę światową jakim okazał się "Chłopiec w pasiastej piżamie". Osobiście, gdyby obie te książki napisali inni autorzy pewnie uznałabym "Chłopca na szczycie góry", za książkę bardzo dobrą, biorąc jednak pod uwagę wrażenia ze wcześniejszej lektury daje dobry z plusem. 

Uwielbiam powieści historyczno-psychologiczne, a tutaj zdecydowanie mamy z taką do czynienia. Autor przedstawia nam historię małego Francuza, którego spokojne dzieciństwo burzy śmierć rodziców oraz późniejszy wybuch II wojny światowej. 
Wspaniale uwypuklony jest tu rys psychologiczny głównego bohatera. Autor zwraca uwagę jak bardzo dziecko "wsiąka" to wszystko co dzieje się wokół niego. Jak bardzo pod wpływem autorytetów i presji innych możemy pogubić się we własnych wartościach i priorytetach.
W tak refleksyjnej powieści niezwykle wyraźna jest walka dobra ze złem. Co zwycięży tym razem?

Sam styl autora porównałabym do stylu Erica Emmanuela Schmitta, którego powieści niezwykle cenię i uważam za bardzo wartościowe. 

Podsumowując
"Chłopiec na szczycie góry" to niezwykły obraz psychologiczny dziecka, będącego symbolem dobra i niewinności postawionego w obliczu zła oraz wojny. 
Powieść zdecydowanie warta uwagi, przeczytania oraz refleksji nad nią.



piątek, 21 lipca 2017

"Trzecia osoba" - Małgorzata Hayles



Opis

Barbara jest wytrawną czytelniczką, wdową po bogatym Angliku. Od dwóch lat nie wychodzi z domu. Ma liczne lęki, fobie, wszystkie zakupy robi przez Internet. Przypadkiem w jej ręce wpada debiutancka powieść Jerzego „Zanim stanęła w oknie”.
Jerzy to pisarz z kryzysem twórczym. Małe dzieci, hipoteka, małżeństwo sfrustrowanych, niespełnionych artystów – ona fotograf, on pisarz zblokowanym po debiucie bez sukcesu.
W ich życie wkracza Barbara, która twierdzi, że Jerzy napisał książkę właśnie o niej. Kobieta wierzy, że jej życie zostało zawieszone przez zakończenie książki. Oferuje Jerzemu kontrakt.
Zacierają mu się powoli kontury między fikcją i rzeczywistością, a pytanie kim jest naprawdę Barbara narasta.

Recenzja

Na książkę natknęłam się w swojej rodzimej bibliotece. Pomyślałam na początku, że to jakiś thriller psychologiczny, a że ostatnio sprawdził się u mnie ten gatunek, postanowiłam wypożyczyć i dać szansę. Sam opis na okładce wydawał się bardzo ciekawy, okładka intrygująca, książka niezbyt obszerna więc nawet jakby coś poszło nie tak dałoby się przebrnąć. I jak w mojej opinii wypadła dana książka? - nieźle ale nie porywająco. Mam wrażenie, że to jedna z tych książek, które powinno się przeczytać kilka razy, żeby móc wydać obiektywną opinię.
Autorka miała niewątpliwie ciekawy pomysł na fabułę, były momenty, że zastanawiałam się w którą stronę pójdzie fabuła, niestety tego zaskoczenia było mało, a samo zakończenie już praktycznie od początku było do przewidzenia :(

Czym mnie zainteresowała ta książka?

Ja mam osobiście jakiegoś bzika dotyczącego książek/filmów/seriali, gdzie głównymi bohaterami są pisarze. I tutaj mamy podobny wątek. Jakoś od razu skojarzyło mi się z „Misery” Kinga (ale spokojnie tu nie będzie aż tak drastycznie). Zdecydowanie moim ulubionych bohaterem pisarzem jest Mort Rainey postać wykreowana właśnie przez Kinga, a świetnie odegrana przez Johnny’ego Deppa w filmie „Sekretne okno”. Naprawdę uważam wątek pisarza i zestawienie go z jakąś fanką, która widzi w jego powieści swoje życie za interesujący.

Bohaterowie

Ciężko mi  tu wyrazić jednoznaczną opinię, gdyż czegoś mi w nich brakowało. Nie potrafiłam pokochać lub znienawidzić, któregoś z nich. Po prostu byli. Jeżeli już miałabym wybierać najciekawszą postać byłaby to żona Jerzego – Alicja. Jednak nie jestem w stanie wyjaśnić Wam dlaczego. Może fakt, że była fotografem i miała w sobie pewną nutkę tajemnicy sprawił, że zapałałam do niej sympatią. Wyczuwałam w niej artystyczną duszę z ogromnym potencjałem.
Co do postaci Jerzego, czyli naszego pisarza oraz Barbary czyli bohaterki powieści, zabrakło mi ich głębszej analizy psychologicznej. Szczególnie Barbara miała ogromny potencjał, bo autorka fajnie to wszystko wymyśliła jednak zabrakło mi tutaj emocji.

Akcja/fabuła

Fabuła jak już wspomniałam jest dosyć interesująca, jednak akcja toczy się dosyć powoli przez co musiałam robić sobie przerwy w czytaniu. Książka nie jest objętościowo długa ale nie ma tu porywającego obrotu wydarzeń, więc trzeba czytać ją na spokojnie :)

Język, styl, narracja

Książka opisuje nam losy z trzech perspektyw naszych głównych bohaterów w narracji 3-osobowej. Tu wielki plus za taki zabieg, bo zawsze miło czyta mi się takie książki! Sam styl autorki bardzo przyzwoity, czytało się dosyć lekko i przyjemnie.

Podsumowanie

„Trzecia osoba” to przykład powieści z jaką rzadko mam do czynienia dlatego dosyć trudno jednoznacznie mi określić czy mi się podobała czy nie. Historia była dosyć ciekawa, jednak dla mnie za krótka. Fantastycznie by było gdyby autorka trochę ją rozbudowała, szczególnie zwracając uwagę na analizę psychologiczną bohaterów. Bo w tej historii, aż woła o emocje, a ja ich niestety nie poczułam.
Uważam jednak „Trzecią osobę” za wartą zwrócenia uwagi pozycję na naszym polskim rynku wydawniczym :)


* Opis i zdjęcie: lubimyczytac.pl

wtorek, 18 lipca 2017

"Żerca" - Katarzyna Berenika Miszczuk





- Spotkałeś kiedyś jakiegoś boga? - zagadnęłam.
Spojrzał na mnie kompletnie zaskoczony. Na jego ustach błąkał się rozbawiony uśmiech.
- Nie - odparł. - Wiesz, oni raczej nie pojawiają się osobowo przed swoimi wyznawcami. Możemy czuć jedynie ich duchową obecność. Rzeczy, o których mówisz, dzieją się tylko w filmach.
Ha! Pomieszka chwilę w Bielinach, to się bardzo zdziwi.

Jakie szczęście mnie spotkało, że po przeczytaniu drugiego tomu cyklu „Kwiat paproci” nie musiałam długo czekać na jego kontynuacje. Już 10 maja autorka uraczyła nas trzecim (i nie ostatnim!) tomem pt. „Żerca”.
Byłam zahipnotyzowana przepiękną okładką(autorka i wydawnictwo jak zawsze bardzo się postarali). Oprócz tradycyjnie znajdujących się na okładce wypukłych liści kwiatu paproci, oszalałam ze szczęścia widząc tyle mojego ukochanego fioletu! Satysfakcja wizualna, gwarantowana :)

Nie wiem jak zarysować fabułę nie spoilerując osobom, które nie czytały poprzednich części. Chyba się nie da. Wstawiam więc tradycyjny opis ze strony wydawnictwa, a kto uważa że może mu zaszkodzić niech nie czyta ;)

Opis = SPOILER

Gosi udało się przeżyć Noc Kupały, ale kłopoty się nie skończyły. Młoda szeptucha zaciągnęła u Swarożyca dług, którego spłata z pewnością nie będzie przyjemna. W dodatku Mieszko przepadł bez śladu, a w wiosce pojawił się nowy, młody żerca, który chętnie pocieszyłby tęskniącą za ukochanym Gosię... Gdy wydaje się, że gorzej być nie może, w okolicy pojawia się tajemniczy myśliwy, który poluje na istoty nadprzyrodzone, a rusałka Sława, przyjaciółka Gosi, znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Tego już za wiele! Mimo że szeptucha zawiodła się na Sławie, żaden mężczyzna nie będzie mieszał się w babską przyjaźń! Gosława pokaże mu, gdzie raki zimują. Choćby miała zginąć (ale wolałaby jednak nie).


Dla tych którzy nie czytali pierwszego tomu, wstawię opis „Szeptuchy” , aby lepiej zarysować fabułę. To możecie czytać, nie czytając poprzednich części ;)

Porywająca, świetnie napisana powieść, w której XXI-wieczną Polską nadal rządzą Piastowie, a wiara i obrzędy przodków są cały czas żywe. A wszystko przez to, że Mieszko I zdecydował się nie przyjąć chrztu... Gosława Brzózka, zwana Gosią, po ukończeniu medyny wybiera się do świętokrzyskiej wsi Bieliny na obowiązkową praktykę u szeptuchy, wiejskiej znachorki. Problem polega na tym, że Gosia - kobieta nowoczesna, przyzwyczajona do życia w wielkim mieście - nie cierpi wsi, przyrody i panicznie boi się kleszczy. W dodatku nie wierzy w te wszystkie słowiańskie zabobony. Bogowie nie istnieją, koniec, kropka! Pobyt w Bielinach wywróci jednak do góry nogami jej dotychczasowe życie. Na Gosię czeka bowiem miłość. Czy jednak Mieszko, najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego do tej pory widziała, naprawdę jest tym, za kogo go uważa? I co się stanie, gdy słowiańscy bogowie postanowią sprawić, by w nich uwierzyła? Słowiańskie bóstwa, pradawne obrzędy, romans, a przede wszystkim - solidna dawka humoru!





Kilka słów ode mnie

Po pierwsze muszę Was przeprosić, bo wracam tu po długiej przerwie i czuję, że ta recenzja nie ma i nie będzie miała ani rąk, ani nóg. Może to kwestia tego, iż piszę o 3 tomie cyklu, którego większość z Was może jeszcze nie znać, lub po prostu zwykłe wyjście z wprawy :( 

Wybaczcie.

Starałam się uniknąć spoilerów.

Trzeci tom cyklu Kwiat paproci był zdecydowanie mniej obfity w tragiczne wydarzenia, które wcześniej spotykały naszych bohaterów. Jednak czy to źle? Zdecydowanie nie! Myślę, że autorka zastosowała tu doskonały zabieg obniżenia napięcia, które towarzyszyło nam w dwóch poprzednich tomach.  
Nie pomyślcie sobie, że nic się nie działo! O nie, tego powiedzieć nie mogę, działo się wystarczająco dużo.
Żerca jest typową kontynuacją, ktoś kto nie czytał wcześniejszych tomów, nie powinien się za niego zabierać.
W tej części autorka daje nam możliwość zaobserwowania przygotowań do kolejnego święta słowiańskiego: Święta Plonów.  Jednak to nie akurat ten aspekt słowiańskich obyczajów wydał mi się najciekawszy. Pani Miszczuk pokusiła się o opisanie w najnowszym tomie tradycyjnego wieczoru panieńskiego oraz swaćby (wesela). I powiem Wam, doprawdy jest co poczytać :) bo czy ktokolwiek z nas wyobraża sobie wieczór panieński spędzany w środku lasu, popijając „napój płodności”, smarując się maścią przyciągającą adoratorów i w końcu tańcząc nago przy ognisku(!) ciekawa perspektywa. Szczególnie gdy zaraz po wyjściu z lasu trafiasz pod drzwi ukochanego, na którego zapach owych specyfików naprawdę działa :p

Jak zawsze w Kwiecie paproci mamy do czynienia z opisem różnych schorzeń i ziół czy zabiegów działających na nie. Jak zawsze mamy do czynienia z bogami i ich grą prowadzoną z ludźmi. Jak zawsze mamy opisaną całą masę obyczajów i tradycji starosłowiańskich.

W całym cyklu niezwykle podoba mi się, że wątek romantyczny jest poprowadzony subtelnie, choć momentami obsesyjne myśli głównej bohaterki były niezwykle irytujące i infantylne. Wkurzało mnie również jej ciągłe pchanie się w kłopoty, jakby niczego się nie nauczyła w poprzednich częściach :p Jednak Gosi nie da się nie lubić, tak samo jak Jarogniewy, Mieszka, Sławy. Bohaterowie są wykreowani bardzo ciekawie, a uosobienie bogów niezwykle mnie intryguje. Przyznam szczerze, że marzy mi się jakiś serial na podstawie całego cyklu. Tylko kto by mógł zrobić to tak, aby tego nie zepsuć? :(  Chyba tylko Tomasz Bagiński. Macza on jednak swoje palce w obecnym „Wiedźminie”, więc jest cień szansy na dobrą ekranizację.

Polecam oczywiście cały cykl, tym którzy jeszcze nie czytali, a kto dwa tomy ma już za sobą, serdecznie polecam sięgnięcie po „Żerce” (tak ps. żerca to określenie kapłana, osoby ówcześnie odpowiedzialnej za rozwój duchowy).
Magia jest wciąż żywa!

Z utęsknieniem czekam na „Przesilenie”, które niestety będzie ostatnim tomem cyklu. Jednak już nie mogę doczekać się dalszego ciągu przygód Gosi i Mieszka. Szczególnie, że opisane mają tam być obrzędy „Dziadów” oraz „Szczodrych Godów”.


Co do samej autorki to wyczytałam na jej blogu, iż na przełomie sierpnia i września ukaże się "Sekretnik szeptuchy - czyli wszystko co każda Słowianka wiedzieć powinna". Już zacieram swoje ręce :D



czwartek, 1 czerwca 2017

"Mroki", "Pomroki" - Jarosław Borszewicz






Kochani, dziś jest bardzo ważny dzień. Wiem, że dla większości z Nas to Dzień Dziecka, jednak od zeszłego roku, ten dzień jest również dniem bardzo smutnym dla mojego czytelniczego serca… 1 czerwca 2016 roku odszedł Jarosław Borszewicz.

- Wiesz, co mi przypomina moje życie?
- No?
- Kostkę lodu rzuconą na rozpaloną blachę pieca; topnieje na moich oczach, a ja nic nie mogę zrobić.

Zdaje sobie sprawę, że dla wielu z Was to nazwisko może mówić niewiele. I dla mnie kiedyś było zupełnie obce. Na szczęście mam tak wspaniałych przyjaciół, którzy mają nieoceniony gust literacki, są wrażliwi i znają mnie bardzo dobrze. Tak właśnie dzięki mojemu przyjacielowi Wojtkowi do moich rąk trafiły Mroki (Wojtku dozgonna wdzięczność!)

Otwieram wówczas zaciekawiona prezentem urodzinowym. Czytam pierwszą stronę i moje serce uleciało gdzieś w najpiękniejszą dolinę szczęścia, wzruszenia, zachwytu.



    Dobrze, że jesteś,
    bo wczoraj znowu bolało mnie serce,
    a ciągle nie mam pomysłu na życie.

    Musisz mi pomóc,
    bo od szesnastu dni pada deszcz
    i życie powoli zaczyna mi się rozmywać.

    Miałem iść do dentysty,
    ale przybłąkał mi się wiersz o tobie,
    no i nie mam go z kim zostawić w domu.

    Dobrze, że jesteś,
    bo w zeszłym tygodniu "U Fukiera"
    śmierć znowu pytała o mnie szatniarza.

    Dzwoniłem dzisiaj do ciebie,
    ale słuchawka ugryzła mnie w rękę
    i pewnie ta rana tak szybko się nie zagoi.

    Musisz mi pomóc,
    bo jestem zmęczony jak Bóg,
    który harował przez tydzień -
    i nie stworzył świata...

Kochani zakochałam się w słowach tego człowieka od pierwszych chwil. Urzekł mnie, nie mogłam odłożyć tej książki ani na moment. Dzieliłam się nią z każdym, z kim tylko mogłam. Dla mnie to było odkrycie na miarę Stachury. Niezwykły balsam na serce, rozważania o śmierci w różny sposób, w różnych sytuacjach.
Musicie mi wybaczyć ale napisanie recenzji Mroków oraz Pomroków mnie przerasta. Żadne słowa nie będą w stanie oddać tego, co zawiera ta książka, co opisuje, jak bardzo ważna jest w moim życiu. Jest to dla mnie emocjonalne apogeum. Pewnego rodzaju katharsis.



Struktura książki jest  tak nieszablonowa, że samo to skłania do jej poznania.
Głównym bohaterem utworu jest Duet Zezowaty. Tak właśnie autor nazwał naszego bohatera. Co więcej Duet jest dorożkarzem, dzięki czemu poznaje wiele ciekawych ludzkich historii.
Ale to co się dzieje w głowie naszego bohatera to dopiero prawdziwe szaleństwo! Szczyt melancholijnej góry, smutku, rozmyślań o śmierci.

Mroki, z pewnością nie są książką, którą wystarczy przeczytać raz. Pierwszy raz jest tym, dla zachwytu, drugi i każdy kolejny to próba zrozumienia.

Naprawdę brak mi słów…
Może pozwolę, żeby książka powiedziała sama za siebie?
Mam nadzieję, że wstawione tu cytaty zachęcą kogoś do sięgnięcia po Mroki i Pomroki.

Moje serce
coraz częściej przypomina mi
zdrętwiałą rękę.
Niby jest.
Zdrowe i całe.
A jednak nie potrafię wykonać nim
najprostszego gestu.

Obiecałem swojej głowie, że nie wpuszczę do niej myśli, których ona nie chce. I nie dotrzymałem słowa.

Posłuchaj, Nieobecna...
Złapałem się na tym, że nie ma takiej godziny - co tam godziny, minuty takiej nie ma, żebym o tobie nie pomyślał. A co myślę? W jednej minucie, że cię kocham, w drugiej, że nienawidzę. Kolejność przypadkowa. W jednej, że bez ciebie ani kroczka, w drugiej, że przy tobie stoję w miejscu albo nawet, że się cofam. W jednej, że ogień, w drugiej, że woda... I tak bez przerwy. I od tego myślenia już mi się wszystkie sprawy - wszystkie razem i każda z osobna - potasowały... Zbłądziły mi się końce i początki, biele i czernie, przestworza i grudki ziemi... Ani co dobre, ani co złe - nie wiedziałem, Nieobecna. Ot, klasyczna nienawimiłość.

Największym błędem człowieka jest brak świadomości, że już żyje.
Że jego życie się już dawno zaczęło.
I może to paradoks,
ale bardzo mało jest ludzi,
którzy zdają sobie sprawę,
że już zaczęli żyć.

Czasem pogadałby człowiek sam ze sobą.
Ale gdzie tam!
Ja mu pytanie,
a on mi dwa!

Dobrze, że jesteś, bo wczoraj znowu bolało mnie serce, a ciągle nie mam pomysłu na życie.





Mroki to historia o śmierci, Pomroki opowiadają o miłości. Obie książki dzieli 35 lat różnicy.
Mroki zostały napisane w czasach studenckich autora, Pomroki trafiły do wydawnictwa 2 tygodnie przed jego śmiercią …
Jest to dla mnie wielką zagadką, że te oba terminy tak się zbiegły. Jednak czy autor mógł dla swoich fanów zostawić lepszą pamiątkę niż kontynuację losów ukochanego Dueta? Może dla niego samego, powieść ta była formą pogodzenia się z życiem, podsumowaniem. Nie wiem dokładnie co się wydarzyło. Wiem jedno: rok temu odszedł człowiek niezwykły, pozostawiając po sobie piękne słowa. Autor niestety mało znany, jednak przez tych którzy poznali jego twórczość niezwykle doceniany i gloryfikowany.

Dodam tylko, że książka absolutnie nie jest dla wszystkich! Nie da się chyba do niej poczuć nienawimiłości. Polecam ją dla osób wrażliwych, romantycznych(chodzi mi o prawdziwy wymiar romantyzmu, tego a’la Mickiewiczowego, a nie słodkie kwiatki i całuski). To trochę klimat  Schopenhauera  i jego weltschmerz. Poszukiwanie miłości i uciekanie od niej. Jeżeli razi Cię to i jest to dla Ciebie temat obcy – nie czytaj. Borszewicz zostawił nam dzieła, które zrozumie ten, kto chociaż raz w życiu przeniknął dogłębnym smutkiem. Ktoś kto rozumie inność, „dziwność”.

Mroki i Pomroki są arcydziełem w moim sercu.

Zastanów się zanim przeczytasz ale tak warto to zrobić. 


sobota, 27 maja 2017

"I obiecuję Ci miłość" - Marta W. Staniszewska




Kolejny raz udało mi się wziąć udział w Book Tour. Na to konkretnie wydarzenie organizowane przez Literacki Świat Cyrysi zapisałam się gdzieś na początku swojej blogowej kariery. Dalekie miejsce na liście(przedostatnie) sprawiło, że dopiero teraz mogłam przeczytać książkę.
Przyznam szczerze, że bardzo obawiałam się tej powieści. Na co dzień nie jestem zwolenniczką romansów czy erotyków. Wydaje mi się, że nic nowego nie wnoszą do mojego życia. Dawno jednak nie czytałam tego rodzaju powieści, dlatego też potraktowałam ją jako doskonały przerywnik pomiędzy innymi książkami.



Kilka słów o fabule

Wincent stawiał wartość danego słowa ponad własne życie i szczęście, jednak los zmusił go do zweryfikowania priorytetów. Nauczył go ponadto, aby dwa razy przemyślał, komu i jaką obietnicę składa, bo może okazać się, że wszystkich nie będzie w stanie dotrzymać… Zwłaszcza, jeśli w grę wchodzi szczęście jedynej dziewczyny na świecie, na której mu naprawdę zależało.
Czy Bella kiedykolwiek zaufa Wincentowi ponownie, po tym jak porzucił ją bez słowa wyjaśnień? Czy przeznaczenie da im szansę naprawić błędy przeszłości? I co na to mąż Belli...
Delikatna, kobieca, erotyczna powieść o poszukiwaniu miłości i niespełnionych obietnicach.





Kilka słów ode mnie

W ostatnim czasie miałam jakiś niesamowity wstręt i niechęć do powieści z jakimkolwiek wątkiem romantycznym. Bałam się, co się stanie gdy książka trafi w końcu w moje ręce. Na szczęście nie było tak źle :)
Książkę czytało się szybko, łatwo i dosyć przyjemnie. Było to dla mnie miłą odmianą, gdyż na co dzień nie mam do czynienia z tego typu powieściami.
Fabuła nie jest skomplikowana, pomysł dosyć oklepany, ale tego wszystkiego dowiadujemy się już na początku od samej autorki. Czy jednak to sprawia, że książka jest zła? Nie jest, jest przeciętna jednak przyjemna. Najważniejszy jest fakt, że nie męczyłam się przy jej czytaniu 👍
 Autorka miała pewną koncepcję na fabułę i chociaż było to już pewnie milion razy, ja nie czytając takich książek zbyt często miałam miły odbiór.

Mamy  precyzyjnie określonych bohaterów. Szybko dowiadujemy się kto tu jest tym dobrym, a kto złym. Nie ma jakiejś nutki tajemnicy, szybko możemy domyśleć się jak potoczą się losy bohaterów. Nie jest to złe. Akurat książka trafiła na dobry moment odbioru u mnie, być może gdybym czytała ją w innym czasie byłabym nastawiona bardzo negatywnie.

Wielką sympatię wzbudziła we mnie główna bohaterka Iza i jej posługiwanie się poniekąd już archaizmami :)
Duży plus również za język francuski pojawiający się od czasu do czasu dzięki przyjaciółce głównej bohaterki. 

Ciężko byłoby napisać coś więcej unikając spoilerów dlatego wszystkich chętnych odsyłam do lektury. :) Polecam wszystkim, którzy lubią romantyczne historie oraz tym, którzy pragną zrobić sobie przerywnik między cięższymi lekturami ❤  

Ps. Dziękuję za możliwość wzięcia udziału w tak miłej akcji jaką jest Book Tour :)






sobota, 13 maja 2017

"Belfer"

Piękny maj w tym roku nie jest tak piękny jak zazwyczaj. Co się dzieje? Gdzie jest wiosna? U mnie na Podlasiu na szczęście śniegu nie ma, przyznam jednak, że wiatr mógłby być  mniej mroźny, a słońce częściej wychodzić zza chmur. Choć uwielbiam deszcz, czasami mi zwyczajnie zimno :p
Jestem aktualnie w trwającym jeszcze Tygodniu Bibliotek, mam nadzieję, że odwiedziliście swoje lokalne biblioteki, a  Panie bibliotekarki przygotowały dla Was całą masę atrakcji z okazji naszego bibliotekarskiego święta. Ja tradycyjnie skupiłam się na tej części dziecięcych czytelników, którzy zawsze chętnie biorą udział w przygotowanych imprezkach bibliotecznych.
Co z tego wyszło? A no np. takie oto mini książeczki :)





Ale dosyć tej mojej prywatnej strony(trudno jej jednak nie mieszać na blogu książkowym, pracując w bibliotece).
Dziś dla odmiany będzie o serialu, który miałam okazję obejrzeć mając odrobinę wolnego czasu i brak motywacji do większej działalności niż gapienie się w monitor.
Mowa tu o zeszłorocznym odkryciu czyli „Belfrze”.





Opis

Lokalną społecznością Dobrowic wstrząsa śmierć młodej dziewczyny. Tymczasem w mieście zjawia się nieznajomy mężczyzna, Paweł Zawadzki. To nauczyciel z renomowanej warszawskiej szkoły, który podejmuje pracę na prowincji. Paweł rozpoczyna własne śledztwo. Kiedy chodzi o zbrodnię, nie ma miejsca na półprawdy. Nikt jednak nie chce rozmawiać z przybyszem, mimo że wszyscy mieszkańcy miasta się znają i wiedzą o sobie wszystko. Paweł zostaje sam.*





Moje kilka słów

Do serialu przybierałam się już od grudnia. Miałam wszystko przygotowane, wystarczyło kliknąć play. Co więcej, dobiegające mnie z każdej strony pozytywne recenzje sprawiły, że mój apetyt na serial rósł.
Jestem wielką fanką Macieja Stuhra i oglądałam z nim prawie wszystko, co było dostępne dla moich młodych oczu(swego czasu). Zakochana w nim jestem od dzieciaka, w jego krakowskim akcencie i grze aktorskiej. Nie mogłam pominąć serialu, w którym gra polonistę!
Dlaczego tak późno? Oczywiście z powodu braku czasu.
Powiem Wam jednak, że gdy w czasie weekendu majowego dostałam od losu tę chwilę wytchnienia pochłonęłam serial w 2 dni!

Serial składa się z 10 odcinków. Są one skonstruowane w ten sposób, że kończąc oglądanie jednego, od razu chcesz wiedzieć co będzie w kolejnym. Dlatego właśnie lubię oglądać seriale, gdy wszystkie odcinki są już dostępne. To ja wówczas decyduje czy obejrzę jeden, dwa czy pięć J

Zaczynając od początku, Belfer jest polskim serialem autorskim. To zdarza się tak rzadko, że wręcz nie może ujść uwadze serialomaniaków. Druga sprawa: za scenariusz odpowiadają Jakub Żulczyk i Monika Powalisz. O ile drugie imię i nazwisko może nie wszystkim coś mówić( już tłumaczę, że Pani jest dramatopisarką i ma na koncie kilka prac), o tyle Pana Żulczyka chyba nikomu nie muszę przedstawiać. No i widać tu jego mocną rękę w tej historii, ten współczesny świat widziany jego okiem.

Co do samej historii, może pomysł z zamordowaną nastolatką nie jest oryginalny, jednak to wszystko co się dzieje wokół sprawy, wątki które porusza serial i ostateczne rozwiązanie są naprawdę dobre!
Serial w dużej mierze skupia się na uczniach liceum(wszakże to ich koleżanka została zamordowana). Porusza ważne współczesne problemy nastolatków. Dobitnie prezentuje jakie skutki może mieć pomówienie, plotki, znęcanie się czy inne tego typu zdarzenia.

Obsada! Uczta jakaś dla mnie, bo oprócz wspomnianego już Macieja Stuhra mamy też Piotra Głowackiego czy Sebastiana Fabijańskiego.
Znakomitą kreację stworzył Grzegorz Damięcki jako jeden z czarnych charakterów tej historii. Przyznam, że każdy wybrany aktor, idealnie pasuje do odtwarzanej przez niego roli.
Trzeba tu wspomnieć o młodym pokoleniu, które w filmie odgrywa jedną z najważniejszych ról. Bo to wokół nich kręci się historia. Nie zawiedli. Kilka bardziej znanych nazwisk, inni mniej znani ale równie zdolni i pasujący do ról.

Chciałbym jeszcze wspomnieć o czołówce i muzyce. O ile czasami chce się ją przewinąć to tutaj miała niesamowity urok. Dosyć mroczna, tajemnicza, oddająca klimat tego co nas czeka.




To  tyle z mojego przekazu, chyba nie muszę pisać, że serial wywarł na mnie ogromne wrażenie i nie mogę się doczekać kolejnego sezonu, który już powstaje :)

Oglądaliście? Macie w planach? Czy to zupełnie nie wasze klimaty?